Na czym polega sepulenie? O błędnym kole w definiowaniu [Myślenie krytyczne #3]

Na czym polega sepulenie? O błędnym kole w definiowaniu [Myślenie krytyczne #3]

Adekwatność definicji nie jest jedynym kryterium jej poprawności. Są względy praktyczne, dla których pewne definicje adekwatne są zupełnie nieużyteczne. Znakomity przykład takiej sytuacji można znaleźć w jednym z bardziej znanych opowiadań Stanisława Lema.

Na czym polega sepulenie? O błędnym kole w definiowaniu [Myślenie krytyczne #3]

Piotr Lipski

Ijon Tichy, bohater cyklu Dzienników gwiazdowych, jest postacią, której kolejne historie Lem przedstawiał czytelnikom przez ponad trzydzieści lat. Jako jedną z pierwszych opisał wyprawę tego kosmicznego awanturnika na planetę Enteropię (Podróż czternasta). Przygotowując się do ekspedycji, Tichy postanawia poznać co nieco cel swej wędrówki. Zagląda do Encyklopedii kosmicznej, z której dowiaduje się, że Enteropię zamieszkują niejacy Ardryci. Przedstawiciele tej rasy nie tylko zmagają się ze strumami oraz polują na kurdle, ale także sepulą. Ponieważ zwłaszcza ta ostatnia czynność wydała się Tichemu tajemnicza, odszukał w Encyklopedii poświęcone jej hasło. Na niewiele się to zdało. Zanim stanie się jasne dlaczego, proponuję rozważyć kilka przykładów.

Bezpośrednie błędne koło

Weźmy takie oto zdanie:

(1) Zwierzę to zwierzę.

Jest ono w oczywisty sposób prawdziwe. Jeśli przyjmiemy, iż wyraża definicję terminu „zwierzę”, to równie oczywista staje się adekwatność tej definicji. A mimo to nikt nie uzna (1) za dobrą definicję zwierzęcia.

Proszeni o wytłumaczenie powszechnie znanych terminów odpowiadamy niekiedy w sposób podobny do (1). Każdy przeciętny użytkownik polszczyzny wie, kim są zwierzęta. Dlatego pytani o znaczenie tego słowa mówimy coś w stylu: „Zwierzę to zwierzę i koniec tematu. O czym tu więcej gadać?”. Jeśli jednak chcielibyśmy wytłumaczyć znaczenie terminu „zwierzę” komuś, kto faktycznie go nie zna, definicja (1) byłaby zupełnie nieprzydatna. Na jej podstawie nie da się odróżnić zwierzęcia od niczego innego. O czymkolwiek bowiem da się powiedzieć, iż jest ono tym, czym jest. Koń to koń, film to film, a imponderabilia to imponderabilia.

Definicja:

(2) Zwierzę to pies, kot, koń lub inne zwierzę

poprawia sytuację w niewielkim tylko stopniu. Ktoś niewiedzący uprzednio, kim są zwierzęta, dzięki (2) dowie się, iż do ich grona zaliczają się psy, koty i konie. Dalej natomiast nie będzie wiedział, co się do nich nie zalicza. Opierając się na samej tylko (2), nie sposób bowiem wykluczyć cokolwiek. Co prawda, podane przykłady można potraktować jako sugestię. Zarówno psy, koty, jak i konie żyją, zatem zapewne wśród zwierząt nie ma żadnych przedmiotów nieożywionych. Nawet jednak po uwzględnieniu tej sugestii możliwości pozostaje wiele. Wciąż nie sposób odróżnić w świetle samej tylko (2) zwierząt od przykładowo ssaków lub istot żyjących. Można się o tym przekonać, podstawiając w (2) w miejsca występowania terminu „zwierzę” odpowiednio terminy „ssak” i „istota żyjąca”. W wyniku tej czynności powstaną definicje:

(3) Ssak to pies, kot, koń lub inny ssak,

(4) Istota żyjąca to pies, kot, koń lub inna istota żyjąca.

Obie są adekwatne, ale obie tak samo jak (2) mało użyteczne.

Błąd, jaki pojawia się w definicjach (1) – (4), nazywamy bezpośrednim błędnym kołem. Polega on na tym, iż definiendum (termin definiowany) jakiejś definicji pojawia się w jej definiensie (części definiującej). W przypadku (1) mamy do czynienia ze skrajną postacią tego błędu. Definiens jest tam po prostu identyczny z definiendum. W przypadkach (2) – (4) definiendum jest tylko fragmentem definiensa, ale i tak jest to sytuacja w oczywisty sposób niepożądana. Każde bezpośrednie błędne koło jest na tyle rażące, iż błąd ten w praktyce pojawia się rzadko. Dużo częściej błędne koło przyjmuje postać bardziej zawoalowaną.

Pośrednie błędne koło

Zajrzyjmy do internetowego słownika języka polskiego PWN. Możemy tam znaleźć taką definicję:

(5) Czas to nieprzerwany ciąg chwil.

W tym samym słowniku znajdziemy też takie hasło:

(6) Chwila to krótki odcinek czasu.

Żadna z tych definicji rozważana osobno nie jest kołowata. Definiendum (5) – termin „czas” – nie pojawia się w jej definiensie. Analogicznie jest w przypadku (6). Jednak rozpatrywane łącznie definicje te zaczynają obracać się w błędnym kole.

Jeśli ktoś wie, czym jest czas, to na podstawie (6) dowie się, czym jest chwila. Jeśli rozumie, czym jest chwila, to na podstawie (5) zrozumie, czym jest czas. Jeśli natomiast nie wie ani czym jest czas, ani czym są chwile, to podane definicje nie będą dla niego zbyt pomocne. Na ich podstawie dowie się, że chwile są składnikami czasu, ale niewiele poza tym. O wielu bowiem obiektach można powiedzieć, iż są nieprzerwanymi ciągami swoich składników i opierając się na samych definicjach (5) i (6), nie sposób orzec, która z nich dotyczy czasu.

Opisaną tutaj odmianę błędnego koła nazywa się pośrednim błędnym kołem. Błąd ten pojawić się może nie w pojedynczej definicji, ale w jakimś ciągu definicji. Najprostsza jego forma jest następująca. Jakiś termin A definiuje się przy użyciu jakiegoś innego terminu B, a następnie ten inny termin B definiuje się przy pomocy A. Definicje (5) i (6) są tego szczególnym przypadkiem (czas definiuje się przez odwołanie do chwili, a chwilę – odwołując się do czasu). W ogólności ciąg definicji, o którym tu mowa, może być dłuższy, ale w przypadku jakiegokolwiek pośredniego błędnego koła definiendum każdej kolejnej definicji w ciągu pojawia się w definiensie poprzedniej, a ponadto w definiensie ostatniej pojawia się definiendum pierwszej (co zamyka koło).

Czy można uniknąć błędnego koła?

Wskazane powyżej pośrednie błędne koło nie jest jedynym obecnym w słowniku PWN (spróbuj się o tym przekonać, Czytelniku, samodzielnie). Podobnie zresztą wygląda sytuacja w przypadku jakiegokolwiek innego wystarczająco obszernego słownika. Jeśli się chwilę nad tym zastanowić, nie wydaje się to nawet zaskakujące. W porządnym słowniku jakiegoś języka powinny pojawić się definicje wszystkich słów tego języka. Jednocześnie wszystkie te definicje spisane są właśnie w tym języku. W takim razie, chociaż można (i należy) unikać bezpośrednich kół, jakieś pośrednie koła na pewno się pojawią. Dlatego też nie sposób nauczyć się języka, korzystając wyłącznie z jego słownika. Jakiś podstawowy zasób słownictwa trzeba przyswoić sobie inaczej, np. obcując z użytkownikami języka. Tą uwagą wpływam jednak na bardzo niepewne wody, a zatem zawracam.

Na marginesie dodam, iż całkowita eliminacja kołowatości w definiowaniu możliwa jest chyba tylko w przypadku formalnych systemów aksjomatycznych. Odbywa się ona kosztem przyjęcia pewnych terminów, nazywanych terminami pierwotnymi danego systemu, bez definicji. Wprowadzenie terminu pierwotnego do teorii polega na jego użyciu w aksjomatach (założeniach, które przyjmuje się bez dowodu) tej teorii. Języki naturalne tak nie działają.

Sepulenie

W słownikach języków naturalnych kołowatości nie da się zupełnie wyeliminować, ale należy minimalizować ich niepożądane skutki. Wszystkie podane dotychczas definicje były w taki czy inny sposób kołowate. Może Ci się to jednak, Czytelniku, wydawać mało problematyczne. Jeśli tak jest, to zapewne dlatego, że definiowane terminy dobrze rozumiesz. Aby przekonać się, że kołowatość w definiowaniu może być rzeczywiście kłopotliwa, wróćmy do definicji, jakie w Encyklopedii kosmicznej znalazł Ijon Tichy.

Brzmiały one mniej więcej tak (dla uproszczenia pozwoliłem sobie na drobne zmiany w tekście Lema, które – jak sądzę – są jednak zgodne z duchem oryginału):

(7) SEPULENIE – czynność Ardrytów z planety Enteropii, wykonywana przy pomocy sepulkariów,

(8) SEPULKARIA – obiekty służące do sepulenia.

Zarówno Tichy, jak i my dowiadujemy się czegoś z powyższych określeń. Wiemy przykładowo, że sepulenie jest czynnością, która wymaga pewnych specjalnych przedmiotów do jej wykonania. Tego, na czym konkretnie polega ta czynność, nie sposób już zgadnąć. O ile dla nas ignorancja ta jest niegroźna, o tyle biednemu Ijonowi przysporzyła niejakich przykrości w czasie jego pobytu na Enteropii. I mimo iż dowiedział się jeszcze paru rzeczy o sepuleniu, to zarówno dla niego, jak i dla nas prawdziwa natura tej czynności pozostaje tajemnicą.

Idem per idem a ignotum per ignotum

Jedno z łacińskich określeń na błędne koło brzmi: idem per idem, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza: to samo przez to samo. Nie należy go mylić z innym określeniem, a mianowicie ignotum per ignotum, oznaczającym z kolei: nieznane przez nieznane. Błąd ignotum per ignotum popełnia ktoś, kto definiuje (lub tłumaczy) jakiś niezrozumiały termin, używając terminów równie, a może nawet bardziej niezrozumiałych. Przykładowo definicja (7) zawiera taki właśnie błąd, gdyż ktoś nieznający terminu „sepulenie” zapewne nie będzie znał także terminu „sepulkarium”.

Jedna z głównych różnic pomiędzy idem per idem a ignotum per ignotum polega na tym, że ten pierwszy błąd zależy wyłącznie od struktury definicji, a ten drugi od zamierzonego odbiorcy definicji. O ile definicja albo po prostu jest, albo nie jest kołowata (idem per idem), o tyle ta sama definicja może być niezrozumiała (ignotum per ignotum) dla jednego odbiorcy, a dla drugiego już taka nie być. Definicja (7) dla Tichego jest niezrozumiała, ale dla przeciętnego Ardryty zapewne taka nie jest.

Z całą pewnością wiele definicji kołowatych jest też niezrozumiałych. Czy jest tak zawsze? Nad tym, Czytelniku, zastanów się samodzielnie.

Piotr Lipski: #3. Na czym polega sepulenie? O błędnym kole w definiowaniu [Myślenie krytyczne]

Jak uzupełnić dane uczestnika Konkursu? XOKL

Uczestnika Konkursu,

bardzo prosimy o uzupełnienie Twoich danych o szkole, w której się uczysz.

Aktualizacja Twoich danych ma dla nas priorytetowe znaczenie, ponieważ dzięki temu w szkole, w której się uczysz będziemy mogli potwierdzić Twoją tożsamość.

Jak to zrobić?

Zaloguj się do serwisu Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego na stronie https://logika.kul.pl, a następnie postępuj zgodnie z poniższą instrukcją. W prawym górnym rogu kliknij na konta użytkownika i rozwiń listę. Wybierz „Profil”, a następnie „Modyfikuj profil”. Przewiń listę do dołu.

Na dole strony, w sekcji „Inne pola” wpisz REGON (9 cyfr) oraz nazwę Twojej szkoły, wskaż klasę i napisz nazwę miejscowości, w której znajduje się Twoja szkoła.

Numer REGON Twojej szkoły znajdziesz na stronie https://rspo.gov.pl/.

Zapisz wprowadzone dane.

Dziękujemy!

Czy szympans jest osobą? O precyzji terminologicznej [Myślenie krytyczne #2]

Czy szympans jest osobą? O precyzji terminologicznej [Myślenie krytyczne #2]

Wiele nieporozumień i jałowych sporów bierze się z niestarannego używania terminów. Ta niedbałość może być dwojakiego rodzaju. Zdarza się, że precyzyjne terminy są po prostu błędnie rozumiane. Ale możliwe jest też przeoczenie nieścisłości pewnych wyrażeń – terminy w jakimś sensie niedokładne traktuje się, jakby były w pełni precyzyjne.

Kilka lat temu amerykańska organizacja Nonhuman Rights Project (NhRP) próbowała wywalczyć wolność dla Kiko i Tommy’ego, dwóch szympansów trzymanych w niewoli. Przedstawiciele NhRP starali się przekonać sąd w Nowym Yorku, że szympansy są osobami, a w związku z tym przysługują im prawa, w szczególności prawo do wolności. Choć ostatecznie sąd nie zgodził się z argumentacją obrońców zwierząt, to jednak potraktował sprawę poważnie i dostrzegł jej złożoność. Spór wokół podmiotowości Kiko i Tommy’ego był sporem o definicję osoby. Aby móc go właściwie zanalizować, należy dobrze rozumieć, na czym polega adekwatność definicji.

Definicje adekwatne

Nazw używamy zwykle, aby przy ich pomocy odnosić się do pewnych obiektów w świecie, aby w jakiś sposób wskazywać te obiekty, głównie po to, żeby – w dalszej perspektywie – móc coś o nich stwierdzać. Obiekty, do których odnosimy się przy użyciu pewnej nazwy, zwiemy desygnatami tej nazwy. Desygnatem nazwy „kontynent” jest zatem przykładowo Europa lub Afryka, a desygnatem nazwy „największy kontynent na Ziemi” jest Azja. Zbiór (w sensie dystrybutywnym, czyli składający się z elementów, nie z części) wszystkich desygnatów jakiejś nazwy jest jej zakresem. Zatem zakresem nazwy „kontynent” jest zbiór wszystkich kontynentów, natomiast zakresem nazwy „największy kontynent na Ziemi” jest zbiór jednoelementowy, którego jedyny element to Azja (taki zbiór jest czymś innym niż Azja!).

Definicja adekwatna to taka, w przypadku której zakres terminu definiowanego (definiendum) jest identyczny z zakresem członu definiującego (definiens), czyli każdy desygnat definiendum jest desygnatem definiensa i odwrotnie. Rozważmy definicję:

(B) Babcia jakiejś osoby to matka rodzica tej osoby.

Definicja ta jest adekwatna, ponieważ każda babcia pewnej osoby jest matką rodzica tej osoby oraz jednocześnie każda matka rodzica tej osoby jest jej babcią. Warto dodać, że taki zestaw cech, jak ten wskazany w definicji (B), a więc zestaw cech przysługujących wszystkim desygnatom danej nazwy i tylko im, nazywamy jej treścią charakterystyczną. Treścią charakterystyczną nazwy „babcia jakiejś osoby” jest cecha polegająca na byciu „matką rodzica tej osoby”.

Rodzaje nieadekwatności

Definicja może być nieadekwatna na cztery sposoby. Po pierwsze, może być za szeroka. Dzieje się tak, jeżeli zakres definiendum jest podzbiorem właściwym zakresu definiensa. Przyjrzyjmy się definicji:

(1) Babcia jakiejś osoby to rodzic rodzica tej osoby.

Jest ona za szeroka, ponieważ każda babcia jest rodzicem rodzica, ale nie odwrotnie. Są przecież jeszcze dziadkowie.

Może się zdarzyć sytuacja odwrotna, a więc definicja, w przypadku której to zakres definiensa jest podzbiorem właściwym zakresu definiendum. Taką definicję nazywamy za wąską, a oto jej przykład:

(2) Babcia jakiejś osoby to matka matki tej osoby.

Rzeczywiście każda matka matki jest babcią, ale są babcie (te ze strony ojca) niespełniające tego warunku.

W pierwszej chwili może się to wydawać nieintuicyjne, ale są także definicje za szerokie i za wąskie jednocześnie (tyle, że w różnych odniesieniach), jak przykładowo:

(3) Babcia jakiejś osoby to rodzic matki tej osoby.

W takim przypadku zakresy definiendum oraz definiensa krzyżują się. Znaczy to, że są obiekty należące do obu tych zakresów  a), ale są też obiekty należące do pierwszego z nich, a nienależące do drugiego b) oraz odwrotnie c). W tym konkretnym przypadku są: a) babcie będące rodzicem matki (babcie ze strony matki; wspólne desygnaty definiendum i definiensa), b) babcie niebędące rodzicem matki (babcie ze strony ojca; desygnaty definiendum, ale nie definiensa) oraz c) rodzice matki niebędący babciami (dziadkowie ze strony matki; desygnaty definiensa, ale nie definiendum).

Skrajnie nieadekwatnymi definicjami są te, w których zakresy definiendum i definiensa zupełnie się wykluczają, a więc nie mają żadnych elementów wspólnych. Najczęstszym chyba przypadkiem takiej nieadekwatności są definicje zawierające błąd przesunięcia kategorialnego, o którym pisałem poprzednim razem, a który pojawia się przykładowo w takiej oto definicji:

(4) Babcia to najbliższa rodzina.

Babcia nie jest rodziną, ponieważ babcia to zawsze konkretna osoba, a rodzina to z kolei jakaś grupa osób.

Terminy niewyraźne i nieostre

Termin „babcia”, mimo iż należy do języka potocznego, jest całkiem precyzyjny. W jego przypadku dość łatwo podać definicję adekwatną, a także wskazać ewentualne nieadekwatności w definicji. Wiele wyrażeń używanych w codziennych, zwykłych rozmowach nie jest jednak tak ściśle określonych. Aby się o tym przekonać wystarczy otworzyć słownik.

Weźmy przykładowo następującą definicję z internetowego słownika języka polskiego PWN:

(K) Krzesło to mebel służący do siedzenia, mający z tyłu oparcie.

Jest to oczywiście definicja za szeroka. Pod definiens podpadają przykładowo sofy, które krzesłami nie są. Co gorsza jednak, nie bardzo wiadomo, jak należałoby przeformułować powyższą definicję, aby była ona adekwatna. Możesz się, Czytelniku, pokusić o znalezienie takiego przeformułowania, ale ostrzegam, że nie jest to zadanie proste, jeśli w ogóle wykonalne. Wyrażenia takie jak „krzesło”, w przypadku których trudne lub wręcz niemożliwe jest wskazanie treści charakterystycznej, nazywamy terminami niewyraźnymi.

Nazwa „krzesło”, mimo iż niewyraźna, jest jednak ostra. Nie jest łatwo wskazać cechy, które przysługują wszystkim krzesłom i tylko im, jednak w każdym konkretnym przypadku (przynajmniej z rozsądnym przybliżeniem) jesteśmy w stanie bez większych trudności zdecydować, czy dany przedmiot jest krzesłem, czy też nie. Są jednak terminy, które nie posiadają tej cechy. Wzorcowym przykładem takiej nazwy nieostrej jest wyraz „łysy”. Chociaż w przypadku niektórych osób nie mamy wątpliwości, iż są łyse, a w przypadku innych jesteśmy pewni, iż łyse nie są, to jednak znajdą się i tacy, którzy cechują się wysokim już czołem, ale wciąż mają jeszcze co zaczesać. Tych ostatnich trudno będzie nam jednoznacznie zaklasyfikować.

Zarówno nieostrość, jak i niewyraźność traktowane są często jako wady (spróbuj, Czytelniku, określić łączące je zależności). W przypadku języka potocznego nie są to wady zbyt poważne. O ile rozmówcy są ich świadomi, nie przeszkadzają one w zwykłym komunikowaniu się. Bardziej zgubne byłyby raczej uporczywe próby usuwania tych niedoskonałości. Przesadna precyzja w mowie potocznej jest zwykle komiczna albo uciążliwa. Istnieją jednak dziedziny, w których nieostra i niewyraźna terminologia jest szczególnie niepożądana. Poza naukowcami bardzo uważni w tym względzie powinni być prawnicy.

Kim jest osoba?

Jeśli ufać słownikom, to potoczne znaczenie terminu „osoba” jest zaskakująco precyzyjne. Wspomniany już słownik PWN podaje, że jest to „jednostka ludzka”, natomiast według brytyjskiego Cambridge i amerykańskiego Merriam-Webster jest to „istota ludzka” (a human being). Rzeczywiście w mowie potocznej nazwy „osoba” często używamy zamiennie z nazwą „człowiek”. Jest jednak sporo powodów, dla których wielu myślicieli uważa taką definicję za nieadekwatną. Niniejszy artykuł nie jest miejscem na ich nawet pobieżny przegląd (zainteresowanego Czytelnika odsyłam do numeru 22/2018 „Filozofuj!”, w całości poświęconego temu zagadnieniu). Warto jednak przytoczyć tutaj uwagi poczynione przez jednego z obrońców wspomnianych na wstępie szympansów.

Jeff Sebo, filozof z New York University, w artykule opisującym całą sprawę zauważa, że kategorię osoby przyznajemy pewnym istotom nie dlatego, że są przedstawicielami takiego a nie innego gatunku biologicznego, ale raczej dlatego, że charakteryzują się pewnymi zdolnościami. Definicje tego typu bywają jednak węższe (eksluzywne) lub szersze (inkluzywne). Do tych pierwszych zalicza się przykładowo propozycja, aby za osobę uważać jednostkę zdolną do używania języka i przeprowadzania abstrakcyjnych rozumowań. Przy takim postawieniu sprawy żadnego, albo niemal żadnego, zwierzęcia nie obejmie zakres nazwy „osoba”. Jednak nie znajdą się w nim również niektórzy ludzie (np. małe dzieci). Proponowane są zatem definicje wyznaczające szerszy zakres omawianej nazwy, uznające za osoby istoty zdolne do odczuwania emocji (przynajmniej niektórych), własnej tożsamości (chociaż w jakimś podstawowym stopniu) oraz przywiązania do innych. Konsekwencją przyjęcia takiej definicji jest przyznanie statusu osoby nie tylko ludziom (choć być może nie wszystkim), ale także wielu zwierzętom.

Nowojorski sąd rozstrzygający sprawę Kiko i Tommy’ego opowiedział się za jednym z rozwiązań ekskluzywnych. Sąd argentyński w podobnej sprawie przyjął opcję inkluzywną i w 2016 roku nadał osobowy status szympansicy o imieniu Cecilia. W Nowej Zelandii i w Indiach przyjęto jeszcze dalej idące rozwiązania, uznając za osoby pewne rzeki. Wszystko to pokazuje, iż mimo wielowiekowych debat termin „osoba” wciąż pozostaje nieprecyzyjny. To, jak będzie on uściślany w różnych systemach prawnych, jest zagadnieniem nie tylko teoretycznym, ale mającym także dalekosiężne skutki praktyczne.

X Ogólnopolski Konkurs Logiczny – test próbny

X Ogólnopolski Konkurs Logiczny – test próbny

Rozwiąż test próbny (Quiz)

Zasady rozwiązywania testu i punktacja:
  • Jest to test wielokrotnego wyboru. W każdym pytaniu wykluczona jest tylko taka możliwość, że żadna odpowiedź nie jest poprawna.
  • Za każde pytanie można otrzymać 0 pkt. lub 1 pkt.
  • Za brak odpowiedzi lub odpowiedź błędną otrzymuje się 0 pkt.
  • Za odpowiedź poprawną zostaje przyznany 1 pkt. niezależnie od tego, ile właściwych opcji odpowiedzi jest w danym pytaniu (może być jedna prawdziwa albo dwie prawdziwe, albo trzy prawdziwe, albo cztery). Punkt zostanie przyznany tylko wówczas, gdy zaznaczone są wszystkie i wyłącznie prawdziwe opcje, czyli gdy nie jest zaznaczona żadna błędna odpowiedź.

 

Przypominamy, że to jest test próbny. Ten test możecie rozwiązywać wiele razy. W tym teście nie ma ustawionego limitu czasu.

W teście zastosowano sekwencyjną metodę nawigacji.

Życzymy Wam powodzenia!

Czy naukowcy z NASA są w błędzie? O definicji klasycznej [Myślenie krytyczne #1]

Czy naukowcy z NASA są w błędzie? O definicji klasycznej [Myślenie krytyczne #1]

Trudno wyobrazić sobie myślenie krytyczne bez ładu w systemie używanych pojęć. Jednym ze sposobów na osiągnięcie tego porządku jest przypisywanie pojęć do ogólnych kategorii. Historia pewnej definicji pokazuje, jak łatwo tu o błąd.

Czy naukowcy z NASA są w błędzie? O definicji klasycznej

[Myślenie krytyczne #1]
Piotr Lipski

We wstępie do wydanej w 1994 roku książki Origins of Life. The Central Concepts profesor Gerald Joyce przedstawił definicję, która w obiegowej opinii uważana jest za roboczą definicję życia przyjmowaną przez NASA. Brzmi ona następująco: „Życie jest samopodtrzymującym się systemem chemicznym zdolnym do podlegania ewolucji darwinowskiej”. Wśród biologów brakuje zgody co do istoty życia, nie dziwi zatem fakt, iż definicja powyższa była przedmiotem krytyki. Dotyczyła ona jednak głównie kwestii biologicznych, ale – jak sądzę – przytoczona definicja wprowadza także pewien zamęt pojęciowy, na który niewielu komentatorów zwracało uwagę. Aby wyjaśnić, co mam na myśli, opiszę najpierw bardzo ważny, a jednocześnie intuicyjny sposób definiowania.

Definicja klasyczna

W celu sprawdzenia, czy sposób definiowania, o którym mowa, jest rzeczywiście intuicyjny, przeprowadziłem na własnych dzieciach drobny eksperyment (zapewniam, że niegroźny). Poprosiłem je o wyjaśnienie, czym są: komputer, samochód, autostrada itp. O komputerze powiedziały, że „jest maszyną, mającą monitor i myszkę, na której można grać, sprawdzać Internet i robić inne rzeczy”. Samochód to według nich „pojazd z czterema kołami, którym się jeździ po drogach”, a autostrada to „szeroka droga, po której można szybko jeździć samochodami”. Choć nie jest to oczywiście w żadnym sensie rozstrzygający dowód, to jednak wszystkie podane definicje podpadają, zgodnie z przypuszczeniem, pod jeden wspólny schemat. Można go przedstawić tak:

A jest to B, które jest C.

Jest to schemat tak zwanej definicji klasycznej, która swoją nazwę zawdzięcza długiej tradycji, korzeniami sięgającej prac Arystotelesa. Przyjrzyjmy się dokładniej poszczególnym jej elementom.

Po pierwsze, definicja klasyczna, jak wiele innych definicji, dzieli się na człon definiowany (po łacińsku nazywany definiendum) oraz człon definiujący (z łaciny – definiens). We wskazanym schemacie „A” jest definiendum, natomiast „B, które jest C” to definiens. Warto dodać, że człon definiowany określany bywa również terminem „gatunek” (species). Po drugie, i to właśnie stanowi o odrębności definicji klasycznej, definiens posiada właściwą sobie strukturę, na którą składa się „B” zwane rodzajem (genus) oraz C nazywane różnicą gatunkową (differentia specifica). Klasyczna definicja pewnego obiektu (przez obiekt rozumiem tu cokolwiek istniejącego, a więc przedmioty, ale także cechy, stany, procesy itd.) polega zatem na wskazaniu jakiejś klasy obiektów (rodzaju), do której definiowany obiekt należy, oraz jakieś cechy (różnicy gatunkowej), która wyróżnia definiowany obiekt spośród innych należących do owej klasy. Taki właśnie schemat posiadają wspomniane wyżej definicje autorstwa moich dzieci. Przykładowo autostradę (definiendum/gatunek) zaliczyły one do klasy dróg (rodzaj), a jako cechy wyróżniające autostrady spośród innych dróg wskazały ich znaczną szerokość oraz również znaczną dopuszczalną prędkość maksymalną (różnica gatunkowa).

Różne kategorie

Konstruowanie definicji klasycznych ma tę wielką zaletę, iż pomaga wprowadzać ład pojęciowy. Aby się o tym przekonać, rozważmy następujący przykład. Na chwilę przerwij, Czytelniku, lekturę i zastanów się, czym jest biblioteka. Skup się jednak na poszukiwaniu odpowiedniego rodzaju, różnicę wskazując co najwyżej w przybliżeniu.

Jedna z możliwych odpowiedzi jest taka, że biblioteka to pomieszczenie (rodzaj), w którym znajduje się księgozbiór. W taki sposób rozumiemy słowo „biblioteka”, gdy mówimy przykładowo, że ściany biblioteki wyłożone są boazerią. Zgodnie z inną definicją biblioteka to sam księgozbiór, a więc uporządkowana kolekcja (rodzaj) książek. Tak rozumiana biblioteka nie może mieć ścian wyłożonych boazerią, ale może przykładowo liczyć sobie 1000 woluminów, czego nie można z kolei powiedzieć o bibliotece jako pomieszczeniu (w bibliotece-pomieszczeniu może znajdować się 1000 woluminów, ale to nie to samo). Według jeszcze innego określenia biblioteka to instytucja (rodzaj) zajmująca się gromadzeniem i udostępnianiem książek. Taka biblioteka może mieć swojego dyrektora i pracowników, co o nie jest możliwe w przypadku dwóch pozostałych rodzajów bibliotek. Lista dostępnych opcji wcale się na tym nie wyczerpuje i znaleźć można kolejne propozycje. (Potrafisz to zrobić?)

Poszukiwanie rodzaju dla definicji klasycznej jakiegoś obiektu sprowadza się zatem do rozważenia, do jakiej kategorii obiektów należy ten definiowany. Czynność ta wprowadza porządek do siatki używanych pojęć. Powyższy przykład pokazuje, że nawet tak pospolity termin jak „biblioteka” może kryć w sobie więcej znaczeń, niż się zwykle wydaje. Wymienione sposoby rozumienia tego terminu są oczywiście ze sobą ściśle związane. To jednak tylko pogarsza stan rzeczy i może prowadzić do sytuacji, w której różnego rodzaju biblioteki (pomieszczenie, zbiór, instytucja) są ze sobą mylone. Poprawnie przeprowadzona analiza pozwala uniknąć takiego zamętu.

Błąd kategorialny

O ile poprawne wskazanie rodzaju, do jakiego należy definiowany obiekt, jest pomocne, o tyle błędne jego zidentyfikowanie jest szczególnie szkodliwe. Błąd tego typu nazywa się błędem przesunięcia kategorialnego lub skrótowo – błędem kategorialnym. Oto dwa przykłady takiej usterki.

(1) Wieloryb to duża ryba.

Rodzajem wskazanym dla definiowanego tu wieloryba jest klasa ryb, co jest oczywiście niepoprawne, gdyż wieloryby są ssakami, a nie rybami.

(2) Szczęście to czas spędzony z tymi, których się kocha.

Przy życzliwej interpretacji można próbować bronić powyższego zdania jako metafory lub skrótu myślowego. Jako definicja szczęścia nie daje się jednak obronić. Czas spędzony z tymi, których się kocha, może być źródłem szczęścia, ale nie jest samym szczęściem. To ostatnie jest bowiem raczej stanem lub uczuciem, a nie okresem czasu. (Może znajdziesz, Czytelniku, lepsze propozycje?)

Do jakiej kategorii należy życie?

Możemy teraz powrócić do podanej na wstępie definicji życia. Posiada ona strukturę definicji klasycznej. Jej autorzy kwalifikują życie (definiendum/gatunek) do klasy systemów chemicznych (rodzaj), wskazując samopodtrzymywanie oraz zdolność do ewoluowania (różnica gatunkowa) jako własności wyróżniające życie spośród innych systemów chemicznych. Większość wzmiankowanych debat wokół definicji dotyczyła cech wskazanych w różnicy gatunkowej. Dużo rzadziej zwracano uwagę na obecny w definicji błąd przesunięcia kategorialnego, a więc na źle dobrany rodzaj.

O tym, iż jest on niepoprawnie zidentyfikowany, łatwo przekonać się, rozważając konsekwencje omawianej definicji. Czym mogą być wspomniane w definicji systemy chemiczne? Dostępne są dwie możliwości. Mogą to być albo pojedyncze organizmy, albo całe populacje, a może nawet całe biocenozy. W wywiadzie, który znaleźć można na portalu space.com, Gerald Joyce opowiada się za drugą możliwością. Refleksja ujawnia, że żadna z opcji nie jest dobra. O pojedynczych organizmach nie mówi się przecież, że są życiem, ale raczej, że żyją. Podobnie jednak o populacjach lub biocenozach także nie mówi się, iż są życiem (poza, być może, sformułowaniami metaforycznymi), ale jedynie, że żyją, a jeszcze dokładniej, że należące do nich organizmy żyją.

Gdyby autorzy definicji zastanowili się, do jakiej kategorii obiektów należy życie, zapewne uniknęliby tej zaskakującej pomyłki. Popularne słowniki i encyklopedie (w tym Wikipedia) dostarczają całkiem rozsądnych propozycji. Przeczytać tam można, iż życie jest procesem, ewentualnie stanem lub własnością pewnych systemów. Być może – podobnie jak w przypadku biblioteki – należy pogodzić się z wieloznacznością terminu „życie” i uznać istnienie kilku kategorii. Nawet wtedy jednak wśród dopuszczalnych opcji nie znajdziemy raczej tej zaproponowanej przez naukowców z NASA.

 

Źródło tekstu

 

Marek Lechniak: Logika a źródła filozofii

Marek Lechniak: Logika a źródła filozofii

Logika bywa dziś kojarzona, zwłaszcza przez młodzież „nieskażoną” jeszcze kursem uniwersyteckim, z matematyką, dokładniej zaś – z początkiem licealnego kursu matematyki i pojawiającymi się wtedy tabelami zerojedynkowymi. Tymczasem dyscyplina ta jest dużo starsza od matematyki i sięga samych początków nauki europejskiej, czyli starożytnej Grecji. Już wtedy występowała ona zarówno jako podstawowe narzędzie filozoficznego myślenia, jak i źródło podchwytliwych pytań stawianych przez bystrych Greków oraz zagadek, którymi zabawiano się podczas uczt. Przypomnijmy kilka takich zagadek.

Pierwsza przedstawia się następująco. „Gdy krokodyl porwał dziecko pewnej Egipcjance, ona zaś prosiła go, aby dziecka nie zjadł, tylko jej oddał, krokodyl powiedział: «dobrze niewiasto, żal twój mnie wzruszył, wskażę ci drogę do odzyskania dziecka. Odpowiedz mi na pytanie, czy ci dziecko oddam. Jeśli odpowiesz prawdę, to ci dziecko oddam, a jeśli odpowiesz nieprawdę, to ci dziecka nie oddam». Matka po namyśle odparła: «Ty mi dziecka nie oddasz». Na to krokodyl: «No to dziecko straciłaś. Bo albo rzekłaś prawdę, albo nieprawdę. Jeśli mówiąc, że ja, krokodyl, dziecka ci nie oddam, powiedziałaś prawdę, no to ja ci dziecka nie oddam, bo inaczej nie byłoby prawdą to, co powiedziałaś. A jeśli nieprawdę rzekły twe usta, to wedle umowy, dziecko u mnie zostaje!». Ale matka nie zadowoliła się wyrokiem krokodyla i twierdziła, że dziecko jej się należy, bo, powiada, «jeśli rzekłam prawdę, to wedle umowy, powinieneś dziecko mi oddać, skoro przyrzekłeś, że jeśli powiem prawdę, oddasz mi dziecko. Jeśli zaś nieprawdą jest to, com powiedziała, że nie oddasz mi dziecka, to musisz je oddać, inaczej bowiem nie byłoby nieprawdą, com powiedziała!». Kto ma słuszność: krokodyl czy Egipcjanka?”.

Znane są również inne paradoksy sformułowane przez starożytnych Greków i do dziś spędzające sen z oczu logikom. Do tego dochodzą nowe zagadki, które są poważnie analizowane, na przykład w badaniach nad sztuczną inteligencją, takie choćby jak stara zagadka o kapeluszach. „Trójka przyjaciół: Mietek, Piotr i Zbyszek usiadła w rzędzie w ten sposób, że Mietek widzi Piotra i Zbyszka, Piotr widzi tylko Zbyszka, a Zbyszek nie widzi żadnego z pozostałych. Pokazano im pięć kapeluszy, z których trzy są koloru czerwonego, a dwa koloru białego. Po zawiązaniu im oczu, na głowę każdego włożono kapelusz. Po zdjęciu opaski z oczu na pytanie: Czy możesz powiedzieć, jakiego koloru kapelusz jest na twojej głowie?, najpierw Mietek, a potem Piotr odpowiedzieli, że nie mogą określić koloru swojego kapelusza. Po tych odpowiedziach Zbyszek stwierdził, że zna kolor swojego kapelusza. Jaki kapelusz ma Zbyszek i jak mógł to stwierdzić?”.

Takich historyjek moglibyśmy opowiedzieć więcej. Dowodzą one, że logika może być wielce przydatna w życiu, choć, jak widać, niekoniecznie ma coś wspólnego z matematyką. Dostarcza raczej rozkoszy „łamania głowy”, a logicy jawią się jako ludzie biegli w sztuce myślenia, przed którymi trzeba „mieć się na baczności”.

Jak te historie łączą się z Tygodniem Filozoficznym, szacowną instytucją liczącą blisko sześćdziesiąt lat? I do tematu tegorocznego Tygodnia? Znana jest inna starożytna historyjka, w której jakiś Grek, któremu Zenon z Elei referował swoje dowody niemożliwości ruchu, nie odrzekł nic, tylko wstał i przeszedł parę kroków, żeby wykazać fakt ruchu. Ale Zenon pozostał niewzruszony; wszak udowodnił, że ruch nie jest możliwy, a to, że zmysły nas zwodzą również potrafił udowodnić. Ta anegdota wskazuje na jedno z ważnych źródeł całej filozofii europejskiej. Otóż Grecy bardzo wcześnie odkryli, między innymi dzięki Zenonowi i Parmenidesowi z Elei, że czasem warto w swoich dociekaniach bardziej oprzeć się na tym, co uzasadnione za pomocą racjonalnych dowodów niż na świadectwie zmysłów.

Gdy mówimy o Parmenidesie, trzeba podkreślić jeszcze jeden fakt: można mu przypisać odkrycie, a przynajmniej mistrzowskie zastosowanie schematu wnioskowania reductio ad absurdum. To na nim właśnie – oraz na aksjomacie głoszącym, że byt jest, a niebytu nie ma – opiera się dowód na wiele twierdzeń o własnościach bytu. Łatwo bowiem wykazać, że np. byt jest jeden. Załóżmy, że byt nie jest jeden. Są zatem co najmniej dwa byty albo bytu w ogóle nie ma. Przyjmijmy najpierw, że są co najmniej dwa byty. Cóż jest pomiędzy? Niebyt. Ale niebytu nie ma. Druga opcja głosi, że bytu w ogóle nie ma, czyli jest niebyt. Ale niebytu nie ma. Na podobnej zasadzie można wykazać ciągłość bytu, jego niezmienność – i tak dalej. Roli reductio ad absurdum nie da się przecenić – przekonali się o tym choćby intuicjoniści XX wieku; projekt matematyki bez reductio okazał się znamienny – pozostało w niej niewiele ciekawych twierdzeń. Podobna sytuacja miałaby zapewne miejsce w filozofii.

Arystoteles widział w logice organon (narzędzie) filozofii oraz nauki i posłużył się nim przy tworzeniu taksonomii zwierząt. Nazewnictwo binominalne wraz z leżącą u jego podstaw koncepcją definicji klasycznej wykorzystał potem Karol Linneusz. Józef Maria Bocheński dorzucił do organonu paidagogos (wychowawca: bo uczenie się logiki jest pracą samowychowawczą, rozwijającą sprawności rozumu i chroniącą od błędu) i meros (rzecz: bo rozwiązywanie zagadek logicznych prowadzi do rozwiązania niejednego rzeczowego problemu filozoficznego). Zagadki logiczne, choć pozbawione patosu pytań egzystencjalnych, ukazując rzeczy w innym świetle, budzą zdziwienie nad naturą rzeczywistości i potęgą ludzkiego myślenia. Nie można tu nie wspomnieć o Raymondzie Smullyanie, który taki „zagadkowy” styl uprawiania logiki na nowo ożywił. Ten genialny logik amerykański pokazał, że zagadki mogą być sposobem uprawiania całkiem naukowej logiki. W duchu zagadek Smullyana zrodził się też Konkurs Logiczny […].

 

Marek Lechniak: Logika a źródła filozofii

 

Finaliści IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego

16.06.2021, Lublin – Katolicki Uniwersytet Lubelski. Finał IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego
Fot. Tomasz Koryszko/KUL

 

Jakub Mikłasz z II LO im. Hugona Kołłątaja w Wałbrzychu, Dawid Ratyński z XIV LO im. Stanisława Staszica w Warszawie i Martyna Kuśmierz z II LO im. Mikołaja Reja w Kraśniku to główni laureaci finałowego etapu IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego. 120 uczniów szkół ponadpodstawowych z całej Polski pisało dziś na KUL test wiedzy logicznej. Dziesięciu najlepszych uczestników otrzymało dyplom Laureata Konkursu oraz nagrody książkowe. Najlepsza trójka – indeksy KUL i nagrody rzeczowe.
Spośród blisko 700 zgłoszeń konkursowych do etapu finałowego organizatorzy zakwalifikowali 120 osób, które w Centrum Transferu Wiedzy KUL pisały test finałowy. W oczekiwaniu na wyniki finaliści wraz opiekunami wysłuchali specjalnie przygotowanych prezentacji wykładowców Instytutu Filozofii. Atrakcją był poczęstunek na dziedzińcu uniwersytetu oraz spotkanie z rektorem KUL, ks. prof. Mirosławem Kalinowskim i ambasadorem Peru Alberto Salasem Barahona.
Celem konkursu jest rozwój sprawności logicznych u młodzieży szkół ponadpodstawowych oraz popularyzacja wiedzy o logice jako nauce o sposobach jasnego i ścisłego formułowania myśli, o regułach poprawnego rozumowania i uzasadniania twierdzeń.

Głównym organizatorem konkursu jest Fundacja Rozwoju KUL. Współorganizatorem sprawującym opiekę merytoryczną nad konkursem jest Instytut Filozofii KUL – Katedra Logiki KUL.

Patronem medialnym IX Ogólnopolskiego Konkursu jest czasopismo i portal Filozofuj.

Nagrody książkowe dla Laureatów Konkursu zostały ufundowane przez Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, a także Urząd Miasta Lublin, który równocześnie był głównym sponsorem.

Etap Finałowy IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego

 

 

Szanowni Państwo,

Drodzy Nauczyciele i Laureaci
IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego,

 

zapraszamy Państwa do Lublina na Etap finałowy IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego, który odbędzie się 16 czerwca 2021 r. w Centrum Transferu Wiedzy na terenie Kampusu Głównego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Program

  • 09.00-10.00 Recepcja
  • 10.00 Test konkursowy
  • 11.30 Sesja wykładowa
    • Marek Lechniak – Czy schizofrenik myśli logicznie?
    • Andrzej Zykubek – Homo sapiens neanderthalensis
    • Piotr Lipski – Co ma logika do przewidywania przyszłości?
  • 13.00 Przerwa obiadowa
  • 14.00 Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród

 

Jak do nas dojechać?

  • Recepcja – hall Centrum Transferu Wiedzy (CTW)
  • Test konkursowy, wykłady, zakończenie – sala 408 CTW
Ważne informacje dla Laureatów – Uczestników Etapu finałowego

Ważne informacje dla Laureatów – Uczestników Etapu finałowego

 

Szanowni Państwo,
Drodzy Nauczyciele i Laureaci
IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego,

jak już informowaliśmy, zapraszamy Państwa do Lublina na Etap finałowy IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego, który odbędzie się 16 czerwca 2021 r. w Centrum Transferu Wiedzy na terenie Kampusu Głównego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Plan ramowy naszego spotkania wygląda następująco:

  • 09.00-10.00 recepcja
  • 10.00-11.15 test konkursowy
  • 11.30-12.30 mini-sesja wykładowa
  • 13.00-14.00 obiad dla uczestników Konkursu
  • 14.00 ogłoszenie wyników i wręczenie nagród.

Informujemy ponadto, że

Ze względu na panującą epidemię, jak również ze względów organizacyjnych, uprzejmie prosimy Wszystkich Uczestników Etapu Finałowego o wypełnienie formularza uczestnika Etapu Finałowego Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego.

Do zobaczenia w Lublinie!

W przypadku pytań lub wątpliwości prosimy o kontakt emailowy logika@kul.pl lub telefoniczny 505 575 226.

 

dr Andrzej Zykubek

W imieniu Komitetu Organizacyjnego
IX Ogólnopolskiego Konkursu Logicznego